Pani Kazimiera Radź ma 91 lat i mieszka w Mielniku. Odwiedziłam ją w maju 2025 r. (chcesz poczytać więcej rozwiń)
Pani Kazimiera chodniki wykonywała już w dzieciństwie. Tkała je na krośnie i robiła na szydełku. Na krośnie pani Kazimiera wytkała między innymi chodnik o długości „5 ścian”, czyli 20 m. Wykonała go z resztek włóczek. Nici na jego osnowę uprzędła sama z lnu. Na wątek pruła stare swetry.
O wykonywaniu tkanin na krosnach pani Kazimiera powiedziała: „Lubiłam tkać. Lubiłam bardzo.” W momencie naszego spotkania pani Kazimiera dziergała jeszcze chodniki na szydełku. Robiła je z firanek, odzieży, pościeli, zasłon i włóczek. O swojej twórczej pracy mówiła: „Tnę [materiał] nożyczkami, w kłębuszki zwijam i później kółko robię.” W rozmowie o chodnikach ze szmatek nawiązałyśmy też do narzędzia, które do tego służy. O małym szydełku pani Kazimiera mówiła „szydełko”, o dużym „kulka”. Kulkę niegdyś robiono samodzielnie z drewna lub trzonka łyżki. Pani Kazimiera opisała to tak: „Z łyżki trzonka się robiło kulkę. Trzonek łyżki się obrywało i tu ładnie obpiłowywało się. Bo nie było gdzie kupić. Kulki robili z łyżki trzonka (…) albo z drewna robili. Drewno musiało być albo akacja albo… takie twarde i śliskie.”
Znaczenie, jakie robienie okrągłych chodników na szydełku ma dla pani Kazimiery w jesieni jej życia, odzwierciedlają jej słowa. Ich fragment zacytowałam na jednym z chodników, które wykonałam w ramach stypendium Marszałka Województwa Podlaskiego. Pani Kazimiera mówiła: „A takich kółek, to zrobiłam teraz może ze sto. (…) Lubię te kółka robić. Oni mnie uspokajają.”






